Gracie abrams: gwiazda popu, pies weeenie i troska o rodzinę
W spokojny piątek popołudniu w Los Angeles, Gracie Abrams, 26-letnia wokalistka, która podbija świat muzyki, spędza czas w Rusty Canyon Recreation Center. Nie jest to jednak zwykły dzień – artystka, otoczona bliskością swojego długowłosego dachshunda, Weenie, wydaje się niemal nieuchwytna w tłumie. Dziś, zdaje się, jest po prostu dziewczyną na spacerze z psem.
Od stadionów po chwile spokoju: życie poza sceną
Ubrana w cargo, bluza z napisem „BUG” i czapeczkę z logo Red Sox, Abrams mogłaby równie dobrze być studentką na przerwie od zajęć. Ten swobodny wygląd kontrastuje z wizerunkiem globalnej gwiazdy popu, nominowanej do Grammy i otoczonej przez legendy muzyki, takie jak Taylor Swift, Olivia Rodrigo i Lorde. Wiele wskazuje na to, że Abrams, przynajmniej na chwilę, zatrzymała się w swoim rodzinnym domu.
Obecnie mieszka w Londynie ze swoim partnerem, aktorem Paulem Mescalem, ale jej korzenie tkwią w Pacific Palisades, gdzie wychowała się z dwoma braćmi pod skrzydłami J.J. Abramsa, znanego reżysera, i Katie McGrath, producentki. Rusty Canyon było miejscem piątkowych spotkań z rodzicami poznanymi na zajęciach „Mamy i Ja”. Abrams podkreśla, że wciąż utrzymuje kontakty z przyjaciółmi z tamtych czasów i stara się spędzać jak najwięcej czasu z rodziną i, rzecz jasna, z Weeniem, który na razie utknął w Los Angeles.
„Jest tyle dokumentów!” – żartuje, odpinając smycz od Weeniego, gdy siadamy na zacienionej ławce. „Paul jest zdeterminowany, żeby wyprowadzić go do Londynu.” Wygląda na to, że rodzice Abramskiej wzięli na siebie opiekę nad psem – co, jak sama przyznaje, jest prawdopodobnie dla niego najlepsze.

Od oscara do nowej muzyki: ciągła ewolucja
Tylko w zeszły niedzielę Abrams towarzyszyła Mescalowi na Oscarach, prezentując się w olśniewającym, czarnym, dwuczęściowym zestawie Chanel. Para entuzjastycznie dopingowała Jessie Buckley, gwiazdę „Hamnet”. Chaos i intensywne tempo życia stały się dla Abrams czymś znajomym.
Osiem lat temu, jako studentka Barnard, przybyła do Nowego Jorku z wierną grupą fanów, którą zgromadziła na Instagramie, gdzie publikowała nagrania z występów w swoim pokoju. Rok później, porzuciła studia, by poświęcić się muzyce, podpisując kontrakt z Interscope i wydając swój debiutancki EP, „Minor”, w lipcu 2020 roku. W szczyt pandemii, jej szczere i poruszające utwory trafiły w serca wielu osób tęskniących za autentycznością.
Po otwarciu świata, Abrams wyruszyła w pierwszą trasę koncertową pod koniec 2021 roku, wydała drugi EP, „This Is What It Feels Like”, a następnie dołączyła do Olivii Rodrigo na jej trasie „Sour”. W 2023 roku jej debiutancki album, „Good Riddance”, spotkał się z uznaniem krytyków. Na koniec 2024 roku Abrams została nominowana do Grammy w kategorii najlepszy nowy artysta i wydała swój drugi, przełomowy album: „The Secret of Us”. To była bardziej zdecydowana deklaracja, wciąż osadzona w folku, szczera i otwarte, ale przesycona popowymi hookami, pełna nowej pewności siebie.

Odkrywanie ciszy i nowych perspektyw
Po intensywnym okresie tournée Abrams w końcu znalazła czas na oddech. „Poczucie ciszy jest niesamowite” – wyznaje z widoczną ulgą. „Dopiero kiedy przestajesz, zdajesz sobie sprawę, że dawno nie widziałaś przyjaciół i dawno nie ugotowałaś obiadu.” Po raz pierwszy od czterech lat jej harmonogram wrócił do normy. Ostatecznie, jak to często bywa, odnalazła drogę do Long Pond Studio w stanie Nowy Jork, legendarnego miejsca współpracy z producentem i muzykiem Aaronem Dessnerem.
Abrams poznała Dessnera jako fankę jego zespołu The National. „Współpraca z nim jest jak podłączenie się do energii elektrycznej, a jednocześnie stanie w rzece i poczucie spokoju” – mówi Abrams o jego wpływie. Podziwia go za umiejętnością łączenia kariery z życiem rodzinnym w odległym miejscu w Hudson Valley. Dessner doradził jej, żeby nie spieszyć się z kolejnym albumem, a Abrams początkowo obawiała się, że poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji może zagrozić jej inspiracji do pisania.
Ostatecznie, Abrams i Dessner odkryli coś nowego – bez konieczności dramatycznej przemiany. „Aaron nauczył mnie, że można pogłębiać to, co naturalnie się robi, nawet jeśli na zewnątrz wygląda to mniej nowocześnie” – przyznaje. Teraz Abrams sięga głębiej, mierząc się z przeszłością i typem dziewczyny, jaką kiedyś była – burzą, która siała spustoszenie w domu, a następnie musiała szybko dorosnąć na scenie przed tysiącami widzów. Efektem tych sesji jest album „Daughter from Hell”, portret tego, kim jest i gdzie jest teraz - szczery, introspektywny i folk-inspired, ale z bogatszą produkcją, wzbogaconą o aranżacje orkiestrowe.
Abrams uważa, że album jest „sumą wszystkich jej części”, i że jest to obraz jej ciągłego rozwoju. „To prawdziwa córka piekła” – mówi, obserwując interakcję Weeniego z nowym psem. Po godzinie rozmowy Abrams otworzyła się z zaskakującą szczerością na temat ostatnich lat swojego życia.
Wsparcie rodziny i nowe wyzwania
Abrams spędziła swoje wczesne lata dorastania między dwoma wybrzeżami. Mieszkała z najlepszą przyjaciółką, Audrey Hobert, w apartamencie w Los Angeles. Hobert, która rok później miała wydać swój debiutancki album „Who’s the Clown?”, i Abrams poznały się jeszcze w piątej klasie. Wspólnie zachęcały się do rozwijania swoich talentów – Abrams do pisania piosenek, a Hobert do tworzenia scenariuszy filmowych.
Teraz Abrams przygotowuje się do nowej roli aktorskiej w filmie „Please”, wyreżyserowanym przez Halinę Reijn. Reijn była pod wrażeniem talentu Abramskiej i zaprosiła ją do współpracy. Abrams spędza czas na czytaniu sztuk teatralnych, tworzeniu playlist i pisaniu muzyki inspirowanej swoją postacią. W międzyczasie, Mescal kupił jej stary model reel-to-reel i pomógł nagrywać na nim, a także doskonale radzi sobie z przygotowaniami do roli Paula McCartneya w planowanym filmie o Beatlesach. Abrams przyznaje, że zaczęła rysować pastele i codziennie cztery razy dzwoni do mamy.
Żądza osiadania się wynika z intensywnego stylu życia, jaki prowadziła do tej pory. Przezwyciężała trudne dni na trasie koncertowej, ignorowała zmęczenie i często przekraczała swoje granice. „Po prostu nie słuchałam siebie” – przyznaje. Piosenka „Hit the Wall” pozwoliła jej wyrazić uczucia związane z osiągnięciem swojego limitu fizycznego i emocjonalnego. Abrams od lat budowała swoje życie między dwoma wybrzeżami. Jej debiutancki pobyt w Nowym Jorku był krótki: porzucone studia w Barnard. Teraz wreszcie znajduje czas na spokój i refleksję, a jej muzyka staje się odzwierciedleniem tego procesu.
n