Buty, które zastąpią wszystkie? test zimowy r.m. williams craftsman
Nowy Jork zjada moje
buty. Tak, to prawda. Od lat noszę kowbojskie buty do wszystkiego – garniturów, dżinsów, a nawet do smokingów. Dbam o ich połysk, konserwując moje czarne Lucchese z szpicą. Oczywiście, cenię klasyczne marki obuwia, jak Alden, angielskie firmy czy Berluti, ale mam w sobie pewną… texaską dumę, nosząc moje buty. W tym mieście, gdzie zimą drogi i chodniki zasypane są solą, a deszczowe kałuże przypominają toksyczny koktajl, skóra i korkowe kliny nie mają łatwego życia. Dlatego tej zimy potrzebowałem czegoś z podeszwą gumową, czegoś uniwersalnego.Poszukiwanie inspiracji w australijskiej tradycji
Zaczerpnąłem inspiracji od jednego z największych światowych ośrodków kultury kowbojskiej – Australii. Wybrałem model R.M. Williams Craftsman z wygodną, gumową podeszwą. I muszę przyznać, że przez ten cały zimowy sezon zdały one egzamin na tyle dobrze, że mogłem zastąpić nimi niemal wszystkie moje inne buty. Nigdy nie porzucę moich kowbojskich butów, ale uważam, że wielu czytelników tego magazynu mogłoby zrezygnować z 90 procent swojej obuwia, stawiając na ten jeden model.
Pomyślcie przez chwilę o każdym bucie, który posiadacie. Pozwólcie mi wyjaśnić, dlaczego R.M. Williams Craftsman może go zastąpić.
Wytrzymałość w ekstremalnych warunkach Ten rok był wyjątkowo śnieżny w Nowym Jorku, jak to miasto lubi o sobie opowiadać. Przez większość tej mroźnej zimy nosiłem właśnie te buty. Zmieniałem je tylko na podniszczone robocze buty do odśnieżania samochodu, czy na sneakersy do treningu. W pozostałych sytuacjach, mieszkałem w R.M. Williams. O ile nie chlapałem w kałużach po kostki, radziłem sobie bez problemu. W mrozy zakładałem grube skarpety wełniane, a w cieplejsze dni – cienkie, za 4 dolary z Uniqlo. Buty te nie wymagały okresu “docierania” i niezależnie od tego, jak bardzo je obnosiłem, nigdy nie podrażniły moich stóp. To prawdziwe buty z Outbacku.
Uniwersalność w służbie stylu Można by powiedzieć, że o wytrzymałości takich butów opowiada się wiele, i można by odnieść je do Blundstone’ów, których osobiście nie przepadam. Chodzi jednak o to, aby buty potrafiły się dopasować zarówno do casualowych, jak i bardziej eleganckich stylizacji. Wiem, że puryści z forum Styleforum mogą mnie za to skrzyżować, ale uważam, że te buty są akceptowalne do wszystkiego, z wyjątkiem smokingów. Przynajmniej nie są najgorszym wyborem w połączeniu z garniturem. Jeśli nosicie spodnie o odpowiedniej długości, nie będzie widać elastycznej części cholewki, a wtedy buty te nabierają wyglądu eleganckich, skórzanych butów. Dodatkowo, podoba mi się kształt noska – nazwałbym to francuskim noskiem, znany z kowbojskich butów – lekko kwadratowy. To nadaje im elegancji, większej niż typowym chelsea boots o zaokrąglonym nosku. O ile dbacie o nie za pomocą drzewek do butów i od czasu do czasu je wypolerujecie, będą wyglądać lepiej niż te popularne, sportowe sneakersy. I z pewnością będziecie wyglądać bardziej interesująco, z nutką rock’n’rolla, niż panowie w oksfordach.
Inwestycja na całe życie Trzy czynniki sprawiają, że te buty to inwestycja na lata. Po pierwsze, podeszwy R.M. Williams są naprawdę solidne. Nie chodzi tu tyle o komfort (skórzane podeszwy są wygodne), co o trwałość. Kilka miesięcy intensywnego użytkowania – śnieg, deszcz, loty, wędrówki po mieście i okolicy – nie pozostawiło na nich praktycznie żadnych śladów zużycia. W internecie znajdziecie wiele opinii osób, które potwierdzają to po kilku latach intensywnej eksploatacji. Po drugie, szew jest umieszczony z tyłu buta. Całkowicie cholewka wykonana jest z jednego kawałka cielęcej skóry. Jest wytrzymała, pięknie się rozchodzi i nie obciera stopy. Po trzecie, dzięki jakości skóry, buty te można naprawiać bez końca. R.M. Williams zajmie się tym dla was, ale jeśli wysyłka do Australii raz na dekadę na przedewszystko wydaje się zbyt czasochłonna, każdy lokalny szewc poradzi sobie z tym bez problemu. Tak, płacicie 600 dolarów teraz, ale zyskujecie buty, które będziecie nosić przez całe życie.
Czy zamienię moje kowbojskie buty na coś z Outbacku? Nie. Ale R.M. Williams oferuje mi to, co lubię w moich kowbojskich butach – trwałość i lekko surowy wygląd – w kształcie, który uważam za bardziej przyjazny większości ludzi. Jeśli kiedykolwiek spojrzeliście na swoją półkę z butami i zobaczyliście tam te same sneakersy, które nosi każdy, nieużywane eleganckie buty i kalosze, które was bolały – wyrzućcie je wszystkie. Potrzebujecie tylko pary R.M. Williams.