Rolex kontra garmin: kto wygra tę sportową rywalizację?

Zastanawialiśmy się kiedyś, co definiuje idealny zegarek sportowy? Odpowiedź, na pozór oczywista, wskazywałaby na urządzenia Garmina. Ale to, jak się okazuje, nie wszystko. Pochodzę ze świata tourbillonów, powtarzalnych powtarzaczy i wiecznych kalendarzy – nie jestem fanem zapachu maści rozgrzewających rano ani kolekcjonerem butów sportowych z tokijskich koncept store'ów. Zatem, wbrew pozorom, nie należę do grupy docelowej Garmina. Jednak przeglądając funkcje tych zegarków, doświadczyłem prawdziwego zdumienia.

Historia zegarków sportowych: od santos-a do oyster perpetual

Garmin oferuje tryb triathlonu z automatycznym przełączaniem, wirtualnego caddy'ego (choć pozostaje tajemnicą, jak zegarek ma nosić kije golfowe!) i pomiar „odwagi i przepływu”, oceniający zjazd na rowerze górskim. Oczywiście, stan tyłka i kość ogonowa mogłyby dostarczyć równie precyzyjnych informacji, ale skłaniam się przed genialnością Garmina. Na szczęście, branża zegarków mechanicznych ma szerokie spojrzenie na to, czym jest zegarek sportowy. Już w 1904 roku Cartier stworzył Santos dla Alberta Santos-a Dumonta, pioniera lotnictwa, który potrzebował urządzenia do odmierzania czasu lotów nad Paryżem, bez grzebania w kamizelce po kieszonkowym zegarze.

W 1913 roku Longines zaprezentował pierwszy przeznaczony specjalnie do tego celu chronograf na nadgarstek, a na początku lat 30. XX wieku Rolex Oyster Perpetual niemal całkowicie rozwiązał kluczowy problem: jak zabezpieczyć mechanizm w zegarku podczas intensywnej aktywności fizycznej. Od tamtej pory wprowadzono ulepszenia – szkła stały się bardziej wytrzymałe, wodoszczelność głębsza, pomiary dokładniejsze – ale gramatyka zegarka sportowego została ustalona przed II wojną światową. Zarówno Oyster, jak i Santos przetrwały próbę czasu. Pierwszy z nich obchodzi w tym roku swoje stulecie, a Santos zbliża się do 125. urodzin.

Santos to dla Cartier tak samo kluczowy, jak Oyster dla Rolexa, nie tyle ze względu na bycie prawdopodobnie pierwszym nowoczesnym zegarkiem na rękę, co ze względu na jego kluczową rolę w ratowaniu firmy trzy czwarte wieku później. W latach 70. Cartier Paris (a później Nowy Jork i Londyn) przeszło w ręce konsorcjum, które ostatecznie stało się Grupą Vendôme. Pięćdziesiąt lat temu Cartier to nie była marka w dzisiejszym rozumieniu. Te trzy domy dzieliła jedna nazwa i niektóre produkty, ale w praktyce były to trzy całkowicie odrębne przedsiębiorstwa.

Powrót legendy: santos i kontrowersyjne roadster

Powrót legendy: santos i kontrowersyjne roadster

Cartier London słynie z Crash, Cartier New York z bransoletki Love, a Cartier Paris był pierwszy kupiony głównie w celu promowania luksusowego zapalniczki. Do końca dekady dołączyli do niego Cartier London i New York, rozpoczynając konsolidację tych trzech dumnych, ekscentrycznych manufaktur w jedną, spójną całość. Pierwszym zegarkiem tej nowej ery był Santos, wznowiony tuż przed 75. rocznicą w formie odświeżonego sportowego zegarka na rękę, przypominającego obecne modele. Uroczystość odbyła się w Musée de l’Air w Paryżu 20 października 1978 roku, a rok później odbyło się równie wystawne przyjęcie w Nowym Jorku.

Stawka była ogromna. Podczas prezentacji zegarka wewnętrznie, jeden z dyrektorów cofnął się z niedowierzaniem na widok odsłoniętych śrub na bezelu i bransolecie. „Spędziłem całe życie ukrywając śruby. Ty je wystawiłeś i one nawet nie działają!” Odwracając się do dyrektora ds. marketingu, powiedział: „Jeśli ten zegarek się nie sprzeda, zostaniesz zwolniony”. Dyrektor ds. marketingu, młody Alain Perrin, odpowiedział, że jeśli zegarek się nie sprzeda, firma zbankrutuje. Perrin nie został zwolniony i jest teraz uważany za jednego z architektów współczesnego rynku dóbr luksusowych. Santos doskonale oddawał lśniący urok lat 70. i 80., kiedy świat zaczął kochać luksus, i pokazał, że zegarki Cartier to nie tylko Tank.

W ostatnich latach dom mody sięga po swoje dziedzictwo, ożywiając historyczne wzory. Santos został wznowiony w 2018 roku, 40 lat po przełomowym momencie, i odzyskał swoją popularność jako elegancki zegarek z akcentem sportowym. Jednak odczuwam pewną niepokój co do tego, co jeszcze nie zostało przywrócone do życia. W przeciwnym razie doskonała kolekcja w tym roku została nieco pociemniona przez ponowne pojawienie się Roadster, który budzi we mnie uczucia podobne do tych, jakie Macbeth odczuwał wobec ducha Banquo. Nie byłem szczególnie zadowolony z jego powrotu po pogrzebie. Myślałem, że „RIP 2002-2011” będzie ostateczne. Podobnie jak wyśmienite burgundzkie wino butelkowane zbyt wcześnie, nie mogę się powstrzymać od uczucia, że potrzebował co najmniej kilku, a w moim mniemaniu dziesiątek lat, zanim jego vintage czar mógłby zacząć być doceniany.

Ale to, co naprawdę martwi, to to: jeśli Cartier może wznowić Roadster, jakiś błyskotliwy pracownik działu marketingu może wpaść na pomysł ponownego wprowadzenia na rynek Cartier Calibre Diver. To zegarek, którego Cartier nigdy nie powinien był produkować i który przypomina, że nie każdy projekt można ulepszyć przez kolejne zdobienia. Więc jeśli ktoś w tym dziale w Cartier czyta to: błagam, nie róbcie tego. W dniu, w którym wznowicie Cartier Diver, kupię Garmina i zacznę trenować triathlon.