Nathan lane: od komika bez spodni do gwiazdy hollywood!
W świecie teatru i komedii istnieje niewiele nazwisk, które budzą taką mieszankę podziwu i… zaskoczenia, jak Nathan Lane. Aktor, który przez lata pozostawał w cieniu, nagle eksplodował na scenie, a teraz podbija Hollywood. I robi to w sposób, który na długo zapadnie w pamięć – często bez spodni.

Od „guys and dolls” do wielkiego ekranu: niezwykła droga do sławy
Historia Lane'a to opowieść o ciężkiej pracy i niezwykłej determinacji. Czterdzieści lat temu, kiedy po raz pierwszy stanął na deskach Broadwayu, niewielu przypuszczało, że jego nazwisko stanie się synonimem komediowego geniuszu. Przełom nastąpił cztery lata temu, podczas spektakularalnego powrotu „Guys and Dolls”, gdzie Lane, jako Nathan Detroit, zawładnął sercami publiczności. Ale prawdziwą furorę zrobił rok później, w dramacie Terrence’a McNally’ego „Love! Valour! Compassion!”. W tej roli, jako gej z HIV, miłośnik musicali, wszedł na scenę w… szlafroku i szpilkach. To był moment, który na zawsze zmienił postrzeganie Lane'a.
Ten odważny gest powtórzył podczas ceremonii wręczenia Tony Awards, gdzie zinterpretował kobiece przeboje z musicali. „Czuję się ładna, ach tak ładna…” – śpiewał, wprawiając publiczność w osłupienie. Jak wyznał później, pierwotnie McNally chciał, aby aktor był nagi, ale Lane zasugerował szlafrok i obcasy. „Musisz mi coś dać – szlafrok, obcasy, coś!” – żartował.
Charakterystyczna dla Lane'a skromność kontrastuje z jego sceniczną charyzmą. Mimo szybkiego wzrostu popularności, pozostaje skromnym i nieco niepewnym sobą mężczyzną. Jego poczucie humoru, równie błyskotliwe, co autoironiczne, często zaskakuje. Kiedy komplementowano go, porównując do Laurence'a Fishburne'a, Lane odpowiedział, że woli być nazywanym cielęciem albo… „gnojem”.
Lane, porównywany do Jackie Gleasona i Zero Mostela, zachwyca swoją teatralną ekspresją, fizyczną zwinnością i elastyczną mimiką. Jego waga bywa zmienna, oscylując między 30 a 40 kilogramami, ale sam twierdzi, że „w sercu jest grubym facetem”.
Jego talent docenia Jerry Zaks, reżyser „Guys and Dolls”, który określa Lane'a jako „mistrza komedii, potrafiącego wszystko”. Obecnie Lane wciela się w rolę Pseudolusa w nowej inscenizacji „A Funny Thing Happened on the Way to the Forum”, rolę, którą pierwotnie stworzył Zero Mostel. „Nathan ma to coś, co łączy wielkich komików – odwagę i gotowość do pełnego zaangażowania w rolę” – podkreśla Zaks.
Debiut w filmie, w remake'u francuskiej komedii „La Cage aux Folks” (w USA „The Birdcage”), z Robinem Williamsem, Gene Hackmanem i Dianne Wiest, to dla Lane'a ogromny krok naprzód. W filmie, osadzonym w Miami Beach, Lane gra Starinę, temperamentną i uwielbianą przez publiczność drag queen.
Jego droga do sławy nie była łatwa. Urodzony jako Joe Lane w Jersey City, zmienił nazwisko, aby uniknąć pomyłki z innym aktorem o tym samym nazwisku. Jego ojciec, kierowca ciężarówki z pięknym głosem, mógłby zostać gwiazdą Hollywood, gdyby nie zakaz matki. Po śmierci ojca, Lane podjął pracę w urzędzie skarbowym, ale szybko porzucił ją na rzecz teatru. Od śpiewających telegramów, przez występy w teatrach kolporterskich, aż po rolę w spektaklu Noela Cowarda, każdy krok zbliżał go do spełnienia marzeń.
Teraz, kiedy jego nazwisko pojawia się obok Robin Williamsa i Gene Hackmana, Lane żartobliwie komentuje: „Co jest nie tak z tym obrazkiem?”. W końcu to on, Nathan Lane, stał się jednym z najzabawniejszych aktorów na Broadwayu, a jego kariera nabiera tempa. Może i nie jest „piekarnikiem”, jak sam żartobliwie twierdzi, ale zdecydowanie jest jednym z najjaśniejszych punktów na teatralnym firmamencie.
n