Trump planuje konwencję połowiczną – powrót do przeszłości czy spektakularny show?
Pamiętam 1982 rok. Konwencja Demokratów w Filadelfii, moment, w którym partia zaczęła swój nieubłagany marsz w stronę korporacyjnej bezduszności. Szok po Reaganie, utrata kontroli nad Senatem – to wszystko sprawiło, że atmosfera była gęsta od napięcia i rezygnacji. Wtedy szukałem wytchnienia w barze hotelowym, dzieląc smutki z Alexem Cockburnem i Christopherem Hitchensem. Teraz, Donald Trump, świeżo po triumfie na Iowa State Fair, proponuje republikanom odświeżenie tego formatu, tyle że jako hołd dla własnej osoby i dowód na „wielki powrót” Ameryki.

Konwencja w dallas – obietnica „złotej ery”
Wydarzenie odbędzie się 9 i 10 września w Dallas, Texas, i, jak zapewnia były prezydent, będzie „fantastyczne” i „historyczne”. Trump obiecuje celebrację „wielkiego powrotu” Ameryki, podkreślając sukcesy związane z jego „Agendą America First”. Zero podatków od napiwek, odgodzenia, a nawet od zabezpieczenia społecznego – brzmi jak program wyborczy rodem z innego świata, ale dla wyborców Trumpa to obietnica spełnionych marzeń. Obniżające się ceny ropy naftowej, a jednocześnie „denuklearnizacja Iranu” – to kolejne punkty programu, które mają udowodnić, że Trump dostarcza to, o czym inni tylko mówili przez dziesięciolecia.
Na konwencji pojawią się, jak twierdzi Trump, „pracowici Amerykanie, innowatorzy, przedsiębiorcy, strażacy, twórcy miejsc pracy” – ci, którzy, według jego przekonania, „napędzają Złotą Erę” narodu. Nie zabraknie także rozrywki – „to będzie pokaz jak żaden inny!”. Zbieg okoliczności jest intrygujący: wydarzenie ma się odbyć na kilka lat przed 250. rocznicą amerykańskiej niepodległości, a Trump obiecuje, że Dallas położy podwaliny pod kolejne 250 lat amerykańskiej potęgi.
Co ciekawe, konwencja w połowie kadencji nie jest pomysłem nowym. Jednak żaden z poprzednich formatów nie był tak głośny i kontrowersyjny. Jak zauważam z pewną nutą nostalgii, pamiętam te nudne konwencje. A to zapowiada się na coś zupełnie innego…
Trump obiecuje spektakl, ale czy to tylko kolejna próba odwrócenia uwagi od problemów, czy też rzeczywiście ma zamiar przedstawić realną wizję przyszłości? Czas pokaże, czy obietnice „złotej ery” znajdą odbicie w rzeczywistości, czy pozostaną jedynie pustymi hasłami w kampanii wyborczej. Jedno jest pewne: Dallas 9 września zapowiada się jako wydarzenie, które na długo pozostanie w pamięci.
